Nasza ziemia? Bez wątpienia! Na tę „naszą” ziemię wróciła dusza jakiegoś, łaską Bożą nawiedzonego osobnika, i ten stworzył ziemię. On to wlał w jej bezduszne kształty tę olbrzymią piękność, jaką z sobą z jakiegoś innego Bytu na tę ziemię przyniósł; on rozpalił swoją miłością martwe, rozległe równiny i stepy, że przed zdumionymi oczyma rozłuniły się nagle niepojętą pięknością; on ożywił swoim nieśmiertelnym Duchem skamieniałe góry i odział je tym majestatem, przed którym się teraz korzycie; on wlał tajemniczy czar swej własnej duszy w jeziora i rzeki, stawy i strumyki; on rozhoworzył644 nasze lasy w tę tajemniczą, uroczystą pieśń, której niezgłębionych cudów nadsłuchujecie; on nauczył Was patrzeć swoimi oczyma, patrzeć na tę ziemię, którąście wieki całe orali, rozgrzebywali, wszelkiego rodzaju korzyści z niej ssali, jako na wielką piękność — dojną krową była przedtem dla Was ta ziemia — twórca nauczył Was ją kochać!

A teraz widzę Was bijących się w piersi z ciężkim oburzeniem:

Myśmy wytworzyli Kochanowskich, Mickiewiczów, Wyspiańskich, Kasprowiczów!

O bolesna, dziecinna, naiwna złudo!

Przecież to oni Was stworzyli! Oni to z chaosu wyłowili jedność, rozbieżność złączyli w harmonię — potęgą przez ukryte moce w nich objawioną, a może nawet im samym nieświadomą, stopili pojedyncze rody, klany, szczepy, klasy w jeden naród i oni nadali społeczeństwu to przenajświętsze prawo, mocą którego istnieje:

Miłość Ojczyzny!

Badajcież każdą myśl, którą żyjecie — nicujcie uczciwie każde uczucie, jakim serce Wasze tętni, rozpatrujcie każde pojęcie, które stało się już dla Was zdawkową monetą, a wszędzie i zawsze przekonacie się, że żyjecie tylko okruchami Objawień, które w sztuce Wam się w udziale dostały, której wszystko zawdzięczacie: świątynię, w której się o powszedni chleb modlicie — zwykle o nic więcej — taniec, w którym na chwilę wpadacie w stan rozkosznego podniecenia i to Wam każe o smutkach życia zapomnąć645, muzykę, chociażby najprymitywniejszą, a która Wam pozwalała przy banalnych dźwiękach mazurka gołymi pięściami zdobywać armaty Moskali!

A więc:

Społeczeństwo nie ma prawa narzucać twórcy swoich celów — nie ma prawa wymagać od niego, by dostosowywał się do tego, co mu na razie jest pożytkiem i korzyść mu przynosi.

Społeczeństwo raz wreszcie powinno uznać objawieniowy charakter sztuki i kornie przyznać się do bezwstydu, z jakim dotychczas od objawienia wymagało, by tylko w kierunku jego maluśkich celów miało pracować i mu „korzyści” przynosić...