Więc nie niszczymy, ale budujemy, rozszerzamy, pragniemy doskonalenia się istoty ludzkiej przez coraz szersze i głębsze uświadomienie się duszy ludzkiej.

(Zawsze pojmowałem sztukę jako samouświadomienie się człowieka w najtajniejszej swej głębi — bo „Sztuka jest jedynym objawieniem Duszy” — powinien bym był jeszcze dodać „i Religia”, ale te dwa pojęcia nierozerwalnie łączyły się z sobą — w mej duszy przynajmniej, o czym w dalszym ciągu pomówię.)

Więc czegóż nas błotem obrzucacie (wołam zrozpaczony), czemu tamujecie nam drogi w naszych wysiłkach, w naszej znojnej pracy?

Szliście szerokim, bitym, złotym piaskiem usypanym i prostym jak wyciągnięta struna gościńcem. Bo czego potrzebowaliście w waszej sztuce? dobrych oczu, notatek z natury, chwytanej na gorącym uczynku, lepszych lub gorszych spostrzeżeń — nature vue à travers le tempérament665 (!) — a nawet bez temperamentu można się było obejść, bo „temperament” i „fantazja” to tylko krokwie, jakimi artysta się posługuje, gdy go „ścisła obserwacja” zawiedzie — dlatego w waszej sztuce roi się od „talentów”.

(Cała dotychczasowa sztuka — sztuka realistyczna — jest bezdrożem duszy! Tym wyznaniem sam sobie nogę podstawiłem.)

Nędzny to zarzut, że na naszej drodze tak ich mało.

Bo nasza droga to wąziutka drożyna w przepaściach, w bezsłonecznych głębiach: trzeba się wsłuchiwać w zaledwie posłyszalny szelest, wpatrywać się bezustannie w zaledwie uchwytny przebłysk — toteż idziemy niemal na oślep, błąkamy się, jeden krok naprzód kosztuje nas kilka wstecz, boć torujemy nowe ścieżynki — a to strasznie trudna rzecz.

(Po trzydziestu latach: Nie trzeba mi było pisać, że na „naszej” drodze tych talentów tak mało — naokoło „Życia” było ich mało, bo „gruby zwierz”, jakby Irzykowski powiedział, idzie w pojedynkę. A ja wokół siebie miałem garstkę talentów, które dopiero później miały wyróść z pieluch, jednakże nieraz zabłąkał się do „Życia” ten najszlachetniejszy zwierz — jakiś olbrzymi, potężny żubr, który już tak gwałtownie wymiera: Kasprowicz i Wyspiański).

Ale dla tego „grubego zwierza” trzeba było drogi prostować; kto wie, jakby się obecnie stan naszego piśmiennictwa przedstawiał, gdyby — nie ja; „Życie” stało się dla tego zastępu Winkelriedem.

Toteż to głębokie i szczere przeświadczenie mej misji wypowiedziałem w końcowych zdaniach: