Tym szalem powinienem był zasiać drogę od sanek aż do progu naszego domu, gdyś przed chwilą wybiegła na moje spotkanie. Tymczasem ja, ostatni z ostatnich, zapakowałem tę cudowną tkaninę pod siedzenie i całkiem o niej zapomniałem.
BRONKA
rzuca mu się na szyję
Mój złoty, mój ty słodki, mój ty niepoprawny rozrzutniku!
KAZIMIERZ
patrzy na nich chwilkę, potem wstaje
No zostawiam was waszemu szczęściu, ja tymczasem parę listów napiszę.
A na kolację, na tę wielką uroczystość, trzeba będzie chyba frak przywdziać.
BRONKA
A jakbyś ty mi się śmiał inaczej na oczy pokazać?