— Nędzny komedyant z ciebie.

Cisza.

Zbladła nagle i zachwiała się. Pochwycił ją, posadził na sofie.

I znowu zdawało mu się, że śni. Dziwny, dziwny, pozaświatowy sen.

— Powiedziałam panu coś przykrego?

— Nie!

— Zdawało mi się.

Chciał wziąć ją za rękę, ale nie śmiał. Siedział cicho.

Po chwili:

— Jestem już spokojna! Słyszy mnie pan — rozumie mnie pan?