— Pani?
— Tak, ja, ja — ja to zrobię.
Spojrzał na nią przeciągłym, smutnym wzrokiem.
— Nienawidzisz mnie?
Patrzyła przed siebie dalekiemi nieprzytomnemi oczyma.
— Nienawidzisz mnie, tyś mnie zawsze nienawidziła. Zawsze, zawsze. Twoja miłość była nienawiścią.
Uśmiechnęła się.
— Tak, tak, moja miłość... miłość... Czemu mówisz o miłości? Nie kalaj tego słowa — nie kalaj, bo ty brukasz miłość, hańbisz ją...
Podniecała się.
— No, rzuć się na mnie, — zgwałć mnie — masz prawo.