— Górecki się zastrzelił!
— Tak? No i cóż? Tośmy wszyscy powinni zrobić.
Długie, długie milczenie.
Szarski zaśmiał się cicho. Już go mary nie straszyły Już był spokojny.
— Niema miejsca dla nas — myśmy niepotrzebni. Społeczeństwo zdrowe, ty wiesz, tem zdrowiem, które my duchową nędzą nazywamy — obca siła idzie mu w pomoc — wytrzebia nas powoli, bo społeczeństwo potrzebuje chleba i pożytku — a myśmy nieużyteczni — my jesteśmy gorszycielami i uwodzicielami młodzieży — ha, ha — Sokrates też był uwodzicielem młodzieży... Nawet stara Wisła sprzysięgła się przeciwko nam — zieje na nas malaryą, zatruwa nas...
Czerkaski zaczął mówić po długiej chwili.
— Gdy się o tem dowiedziałem, zdjął mnie straszny lęk o ciebie, biegłem jak szalony — tknęło mnie dziwne przeczucie — no, ale tyś za silny na to... — patrzał na niego badawczo... — Ale ty dziwnie jakoś wyglądasz?
— No, wstrząsnęło to mną trochę i wypiłem raz jeszcze tyle co zwykle.
— Szarski, pamiętaj, nie rób głupstw — bądź zdrów, trzeba się zająć pogrzebem.
Będziesz miał aż dwa, pomyślał Szarski, ale nie powiedział tego głośno.