Chcę...

Ocknął się. Wreszcie doróżka stanęła przed jego mieszkaniem.

Był zły, że tak szybko przerwano mu jego cudowne majaki.

Wszedł do mieszkania.

W progu stała Hanka.

Patrzył na nią, jak nieprzytomny, bo zdawało mu się, że to tylko dalszy ciąg jego śnień o piękności. Patrzył chwilę, zrozumiał wreszcie, że to rzeczywistość i z głęboką radością przypadł do jej nóg.

Toś ty? moja Hanko! toś ty?

Ona skłoniła się ku niemu i tak przyklękli obok siebie na dywanie, jak dwoje małych dzieci w szczęściu i zachwycie.

I tak szedł dzień za dniem.

Byli szczęśliwi... Czerkaski pogrzebał całą swoją przeszłość, zapomniał o wszystkiem, co było poza nią, a dusza Hanki oszołomiona opromieniona nowo zbytem szczęściem miłości rozkwitła w dziwnie uroczy kwiat.