Nie myślała o tem, że jeszcze jeden krok, a w przepaść runąć może, ani na chwilę przez głowę jej nie przeszło, że zdradza męża, że żyła snem we śnie i w tem upojeniu szczęścia zatraciła zupełnie poczucie rzeczywistości.

Czasem Czerkaski zamyślił się nad tym stanem upojenia, czasem go szarpnął boleśnie widok tego człowieka, którego oczy w teatrze tak rozpacznie w duszę jego się wpiły, ale był szczęśliwy.

A często wieczorami, kiedy Hanki przy nim nie było, targał się myślami.

Dlaczego ja jej przed dziesięciu laty nie poznałem.

— Dlaczego to życie tak złośliwe i głupie, że w tak nikczemny, podły sposób ludziom losy wikła. Po co i na co? Na co te wszystkie męki?

Dlaczego jeżeli się ludzie, po długiem szukaniu po długiej męce dobiorą, to wtedy dopiero otwiera się ponad ich oczyma straszna rzeczywistość, bolesna rosterka, hańba, potępienie?

Czerkaski zaklął i wikłał się w nowych pytaniach. Co za sens ma ta straszna męka życiowa?

Co za jakieś szatańskie przeznaczenie, los, czy djabli wiedzą co, kojarzy na to kobietę i mężczyznę, by ich dręczyć, powoli i z więcej niż szatańskiem wyrafinowaniem i okrucieństwem w serca ich nóż zatapiać.

Co to wszystko ma znaczyć?

I z wstrętem myślał o kobiecie, zmuszonej prawem przebywać u boku niekochanego męża. Wyobrażał sobie te dreszcze lęku, cały smutek tej nędzy. Ha... ha... dobór płciowy!