Gdzie jego granice i jakie zeń wyjście?

Co czeka na jego dnie?

Szeroko rozwarte oczy wlepił w przyszłość — ciemność — ale tylko ciemność bez końca...

Strach zjeżył mu włosy.

— Czyż nie ma wyjścia?

— Jest! — szepnęło coś z cicha do jego ucha. Oczy jego błądziły po wspaniałym sztychu Klingera.

W odmęcie fal powietrznych na dwóch olbrzymich delfinach siedzi dwoje nagich ludzi w namiętnem upojeniu i w takim szale rozkoszy, który w ból przechodzi. A silny bezpamiętny splot ich ciał tak piękny, jak piękną jest świętość i czystość. Święta MANIA Miłości spłynęła na nich przepotężną łaską.

Gradem lecą na nich kamienie potępienia, złorzeczeń i błota ludzkiego, ale oni tego nie czują, oni — w swej nieskalaności wniebowzięcia...

Usiadł, bił się jeszcze z myślami, ale nagle uczuł ten wielki spokój człowieka, który po ciężkich mękach wreszcie coś postanowi, ten wielki spokój człowieka, który załatwił ze światem i sobą wszystkie rachunki i chociażby widział przepaść przed sobą nie cofnie się już, ale śmiało naprzód pójdzie, chociażby pod jego stopą przepaść się otworzyła i życie miał weń postradać.

Hanka musi być przy mnie, Hanka jest moją, a chociażbym miał się na śmierć zamęczyć piekielnem wspomnieniem jej męża, Hanka będzie przy mnie i ze mną.