Dusza jego lodem się ścięła.
— Czemu nie możesz?
— Bo... ty wiesz...
Wypowiedziała te słowa tak silnie i tak rozpacznie, że w tej chwili ją zrozumiał. Podniósł ją z ziemi, posadził obok siebie, głaskał z bezgraniczną miłością jej złote włosy.
— Nie lękaj się, to coś miała teraz na myśli, to dawno, dawno zapomniane. Tak się często zamyślam nad okrucieństwem losu, że ciebie przed dziesięciu laty nie poznałem. W mojem sercu nic prócz miłości ku tobie. Nie mam żadnych żalów ani wspomnień. Zapomniałem o wszystkiem, żadna zmora przeszłości dusić cię nie będzie...
— Pojedziesz ze mną?
A ona rzuciła mu się na szyję i z nieskończonem zachwytem patrzała w jego oczy:
— Pojadę.
Obsunęli się z kanapy na dywan i tulili się do siebie z wielkim, bezgranicznym smutkiem.
A milczenie ich uświęciło milczenie natury, głębokie a wielkie milczenie tej świętej ziemi w on czas, gdy się wiekiem białej śnieżnej trumny pokryje.