— Powiedz, Hanuś, twoja dusza czysta i biała, sama rozsądź, co jest większem złem; okłamywać, zdradzać tego pięknego człowieka, który może coś przeczuwa, ale pewności mieć nie może i męczy się straszliwie, czy też powiedzieć sobie, to nie jest mój dom, bo moim domem jest dom Czerkaskiego.

— Zrozumiałaś mnie?

Podniosła na niego szeroko rozwarte, wylękłe oczy. Poraz pierwszy roztworzyła się przed nią cała straszna otchłań życia.

— Hanka, zrozumiałaś mnie?

Zbladła, łzy jak duże perły ściekały po jej policzkach. A on chwycił jej ręce i mówił z coraz większą mocą:

— Zrozumiałaś mnie wreszcie?

— Tak.

Siedziała na sofie w jakiemś bolesnem, błędnem zamyśleniu. On chodził wzdłuż i wszerz pokoju i długie milczenie.

A nagle Hanka zerwała się, całem ciałem padła na ziemię, włosy jak dwie wzburzone fale rozlały się w okół jej małej główki.

— Nie mogę, nie mogę, nie mogę.