Długie milczenie.
— Byłem przed paru dniami u Glińskich.
Czerkaski zerwał się.
— I co? i co?
— Co? Strasznie zmizerniała. Z początku traktowała mnie prawie nieprzyjaźnie. Może sądziła, że chcę ją wybadać, czy nie zamyśla popełnić jakiegoś szaleństwa — ale widocznie czuła całą moją szczerość i współczucie, bo nagle zapytała: cóż on?
— Kto on?
Spojrzała na mnie strasznie smutno.
— Bardzo chory — powiedziałem. — Miał ciężkie zapalenie płuc.
Pobladła, ręce jej drżały, na ustach miała skrzywiony, jakby zakamieniały uśmiech.
— A teraz? — spytała po chwili.