— Piasek, którym nam życie oczy zasypuje. He, he, — miłość, miłość, miłość... Les paons nonchalants... To dobre dla Kuby lub Maćka, ale nie dla tego, który tworzy...
Drzwi się otworzyły, do pokoju weszło z hałasem kilku młodych ludzi. Byli podnieceni, widocznie pod wpływem silnego wzruszenia.
— Jezus Marya, Czerkaski!
Czerkaski rozśmiał się nagle wesoło.
— No, wróciłem z dalekiej podróży. Nie cieszycie się?
— Ale drogi, kochany chłopie! A tam w teatrze tryumf, tryumf! Jak Kraków Krakowem, nie było jeszcze takiej premiery.
— To znaczy, że dramat nic nie wart!
— W górę, w górę! — krzyknęło kilku. Wszyscy rzucili się ku Czerkaskiemu.
— Ale dajcież mi spokój! Chryste Panie, bo mnie udusicie! — Zadzwonił. — Pięć flaszek szampana! Właśnie tyle wart mój dramat. Hej, Stasinek, zagrajno „Słońce i pogoda”, dawno już nie słyszałem.
Stasinek siadł przy fortepianie i zagrał gwałtowny tusz; potem zaczął z olbrzymim ferworem wybębniać mazurską piosnkę.