I zaczęto chórem śpiewać, że mury się trzęsły:
„Będziemy se fiołeczki smykać,
„Będziemy se ku sobie pomykać...
Przed paru miesiącami siedziała tam naprzeciwko ona — ona rozpromieniona, wesoła... Czerkaski drgnął.
— Hej do dyabła! Kiedyż będzie ten szampan?
— To dobre, to bardzo dobre — Winiarski przysiadł się do Czerkaskiego — tylko czemuś to dramatem nazwał?
— Jakto?
— Kobieta, która z rąk do rąk przechodzi, nie może stać się dramatem dla człowieka.
Czerkaski zaśmiał się.
— Och, ty słodka gołębia duszo...