W namiocie moim człowiek padły leży,

porażon słońcem dzisiaj. Wczoraj dwoje legło:

mąż jeden, co przy koniach był, i z niewiast jedna.

A wiem, że w nocy wywleczono trupy

z waszych namiotów Atrydzi kryjomie,

a wy ani pojrzycie, kto jest czerń ta biedna.

Złote robactwo obsiadło im lice,

krew ssając czarną, co z nozdrzy im ciekła.

Jeźli nie lunie deszcz, to te złotnice,

Apollinowe wysłanniki piekła,