pocałunkami darząc nas strasznymi,

zarazę wszczepią w krew, że sczeźniem z nimi.

Wiem, że ty sądzisz, że Bóg sobie zbierze

sam tyle ofiar w ludziach, ile zechce,

Lecz ja to mówię — ja, co w Boga wierzę,

żem mocen wstrzymać tę karzącą rękę,

że tej Apollinowej kaźni znosić nie chcę!

I że w imieniu ludu, postawion nad ludy,

wzywam Boga, by wyrzekł, czego po nas czeka;

by nas wszystkich nie karał w srogości bez miary