mieczem i włócznią torujący drogę

żądności czynu — omdlewając co dzień

w pochlebstwie łotrów, którzy ze mnie drwili,

chwalby przydając mej ręce. —

Jakżeż ku niemu się zbliżyć — ze wstydem?

Jaka spokojna noc... Śpiew tu dolata.

Raz pierwszy słyszę śpiew i czyjeś granie.

Nie zasnę — Ducha pocznę bojowanie. —

Zabiłem tylu i duch się nie skrzepił.

I naraz, jak ten półbóg oczy wlepił