wśród skał parowu — i, widać, wzdłuż rzeki,

bo chłód powiewu wody czułem.

Gdzie się mój orszak podział? Moje wozy?

Gdzie dziewczę? — Nie wiem. — Tu rzemień mi zdjęto

z czoła — u progu tego namiotu

i winem i ubiorem gościnnym przyjęto. —

Ten jej okropny krzyk dotąd mnie woła;

w uszach mi dzwoni wśród nocy. — —

Więc mówisz, że Achilles nie jest w zmowie

z rodem Atrydów — że jest im niechętny?