chcąc mnie porazić i usiec żelazem,

niepomni, jakich byłem pan płomieni.

Tak was rozumiem, bracia, że jesteście

ci sami, co na onym dniu zawiści.

Śmierć moja? Cha cha cha, alboż się ziści?

Nie jest to groźba dla mnie, jeno dziwo,

i chwilę zgonu zwać będę szczęśliwą,

gdy po mnie jeno zgliszcz ostanie w mieście.

To lubię, gdy ona wróżka wam skrzeczy,

bo czyn mój każdy tym jej wróżbom przeczy.