a dzisiaj jest ostoją tym, których ja chłoszczę
czynem, że mnie naprzeciw wszyscy nic nie mogą!
Obić jego powrósłem, rzemieniem czy płazem — ?
Śmieć nie godzien, bym moim jego tknął żelazem.
Nie godzien, bym ja karcił go. — Śmieją się ze mnie!
Bo wszystko, com powiedział tam, rzekłem daremnie.
Bo jeźli takie błazny mnie dziś posłuch dają,
czym są ognie, co w piersi Achilla powstają — ?
Bo jeźli takie płazy, robactwo i brudy
garną się k’mojej myśli — skalane me trudy.