I zaciemniała się zwolna komora;

wnosiły mrok i noc te chusty boże,

po siwych ścianach pobielanych dwora

szły cienie jakichś postaci potworze;

lud na kolana rzuciła pokora,

a w tym ponurym pomroków wieczorze

zorze świec twarze roświecały mnisze, —

nad niemi dymne smugi śpiew kołysze.

IV

Nikt nieśmiał oczu podnieść, wszyscy w lęku,