Jak on się gwałtownie dopominał i dopraszał;

widać chciał tego grobu ze Żymirskim razem. —

Przyzwoliłem, chciał lecieć tam, wytrwał w uporze.

Odchodził, mogłem wstrzymać go jednym wyrazem;

patrzyłem w jego oczy, twarz, wyraz, postawę

i kamieniałem w ruchu — szedł za Sprawę —

tam szedł, gdzieś dalej, niżeli te szańce,

w Sen, we wieczność, w rabatach20 polskiego żołnierza

— już widzę, jako wzdęła się mogiła świeża.

I łzy w oczach, łzy w oczach, łez perłowe sznury