Sława artystów! Niedziwne mi wieńce.

Miałem ich pełne dwie, o te dwie pełne ręce,

gdy mój święciłem dzień trzydziestu lat na scenie.

Oklaski miałem ich, uznanie i znaczenie.

Efemeryczne to, przez jeden wieczór lamp,

a gaśnie, gdy pogasną skręcone rzędy ramp91.

Zanieśli do dom kwiaty. — Rodzina już się zbiegła.

Patrzaj, co przyniósł tata! To mąż mój!? To mój syn!?

A serce żonie rośnie, jakby gdzie złotych harf

muzyki zasłyszała. Oklaski w uszach dzwonią.