po kilku sekundach namysłu
Voici: jutro rano wystąpisz w Konwencji, odwołując — ale bez tych twoich typowych zastrzeżeń! — swe napaści na Komitety. Potem napiszesz, jako numer ósmy „Cordeliera”, podobną rewokację dotyczącą treści numerów poprzednich. Camille drętwieje. Oczy mu się rozszerzają Wreszcie musisz zarządzić publicznie, by zniszczono cały nakład numeru siódmego wraz z rękopisem. — To wszystko.
długa, straszna cisza
CAMILLE
przechyla się nareszcie wstecz z długim, przerywanym westchnieniem
A — ach... Tak!!! wybucha histerycznym śmiechem, zapada się Ooo, Maxime, Maxime, Maxime!...
Pada głową na stół wstrząsany łkaniem.
ROBESPIERRE
wstaje bez szmeru — podrywa go za ramiona z cichą brutalnością
Histeryczny maniaku, co tobie znów jest?!!