Przesadzasz.
Znienacka chwyta mu rękę i całuje. W odpowiedzi Robespierre nachyla się nagle, ujmuje ją za głową i oddaje pocałunek w usta z intensywnością drapieżną.
ROBESPIERRE
z głęboką szczerością
Tak, przyjacielu — wstyd mi za ciebie: to fakt. — Ale równocześnie mogę odczuć twą wspaniałość... dziś, gdy po pięciu tygodniach wypoczynku — człowiek we mnie nieśmiało próbuje się ocknąć. — Za dwa tygodnie... będziesz mi znów już tylko ciałem kobiecym... pod ręką. — Och, jacyście wy szczęśliwi — ludzie prywatni!... I jakże ciebie straszliwie szkoda, Léo!
ELÉONORE
Ale te dwa tygodnie, Maxime — darujesz mi! — Powiedziałeś wyraźnie!
ROBESPIERRE
patrzy przez okno
Dwa tygodnie... swobodnego człowieczeństwa. Dwa tygodnie... czternaście dni... być głupim sobą, nie odpowiedzialnym za nic na świecie... i o tej boskiej porze roku... Niestety, to nie do pomyślenia. Cztery dni jednak — gwarantuję słowem honoru.