Wiesz, chciałbym go poznać, ten twój prostszy sposób.
ROBESPIERRE
wstaje coraz silniej podniecony. Zaczyna drżeć co parę sekund. Obejmuje napiętymi dłońmi ramiona na wysokości deltoidów36, chcąc je ogrzać
Chodzi tylko o to, prawda, żeby zamknąć Camille’owi buzię. — Każemy zatem aresztować jego wydawcę, Desenne’a. Numer siódmy nie wyjdzie, a fakt aresztowania napędzi gorliwym czytelnikom „Vieux Cordeliera”37 nieco zbawiennego strachu. Równocześnie hebertyści pójdą przed sąd; więc jeśli się Danton teraz nie opamięta — to znaczy, że jest niepoczytalny. ścina zęby, trzęsąc się Zachowajmy my przynajmniej głowę na karku, Antoine, gdy histeria strachu ogarnia jednego po drugim. I na miłość boską, nie dajmy zamienić placu Rewolucji 38 — w szlachtuz39. Bo to symptom paniki rządu, przyjacielu!
SAINT-JUST
po głębokim namyśle
Wiesz, Maxime... ja znowu radzę ci pomedytować nad dwoma wierszami, które Camille w tym nowym numerze podobno tobie poświęca: „Jeśli nie wiesz, czego czasy żądają, i nie słyszysz głosu wołających faktów... ineptus esse diceris40”.
ROBESPIERRE
rozweselony
To on — do mnie powiedział? Właśnie on! Bezczelność tego cudownego dziecka nie zna granic. — Wwww! Czy się naprawdę tak zimno nagle zrobiło? Podaj mi surdut z łaski swojej!