— Dla mnie nader ważki. Pan musiał myśleć wtedy o tym człowieku w sposób bardzo intensywny.
— Tak? Z czego pan wnosi?
— Bo począwszy od owej chwili, od tego jednego pańskiego spojrzenia, obraz tego wytwornego jegomościa prześladował mnie bez przerwy.
— W jaki sposób?
— Widziałem go wciąż przed sobą oczyma duszy; śnił mi się przez całą najbliższą noc. Pan musiał nienawidzić tego człowieka!
— A to dlaczego? — zapytał Pomian, blednąc mimo woli.
— Pańska nienawiść ku niemu udzieliła się i mnie. Wie pan, co mnie u niego najwięcej drażniło?
— Nie domyślam się.
— Jego monokl: ten wstrętny, wyzywająco wciśnięty w oko monokl i jego uśmiech: uśmiech zdobywcy i triumfatora... Kim jest ten człowiek?
— Nie wiem — skłamał Pomian, unikając jego wzroku.