Następnego wieczora odczytała Visiones ancillae Domini50, dziwne, na pół obłąkane, sataniczne dzieło nieznanej mniszki z XIV w., która z litości nad katuszą Lucyfera oddała mu swe ciało i duszę. Potem przyszła kolej na ekstatyczną, palącą tropikalnym skwarem poezję księdza Antoniego Szandlerowskiego51...
— Moja królewna rozkochana w ciszy
Zawisła tęczą swych ramion w przestworzu...
Jej dusza, jak promienie, roztapia się w morzu,
A ciało jej prześwieca poprzez habit mniszy.
Girlandą myśli tęsknych barwi chmury zwiewne,
Jasnością boskiej piersi gasi jasność słońca,
Aż chmury kwiatem śnieżnym spadły na królewnę,
A słońce pierś zalało jak fala mdlejąca...
Królewna marzy tron swój i swoją koronę,