Był nim markiz de Sade137. — Książka, którą miał przed sobą, należała do bibliograficznych rzadkości. Było to jedno z tych zakazanych i klątwą obłożonych dzieł, które drukuje się tylko w nielicznej ilości egzemplarzy, a sprzedaje po kryjomu w ciasnym kółku „dyskretnych i wypróbowanych”. Zwyrodniały autor podobno napisał je w więzieniu w Bastylii na wąskiej, 121 metrów długiej taśmie papieru, którą później udało się przemycić na świat boży ku uciesze rozpustników i psychopatów. Pomian słyszał o istnieniu tej książki, lecz dotychczas jakoś nie wpadła mu w ręce.
Mimo woli odwróciwszy się plecami do grającej wciąż Amelii, zaczął przerzucać kartki. Ilustracje zdumiewały swym niekrępującym się niczym bezwstydem — treść bez walorów artystycznych, choć ujęta w formę poprawną, zawierała historię 120 dni spędzonych przez kilku podstarzałych zwyrodnialców w odległym, od świata odciętym zamku, gdzie bezkarnie dawali upust swym zboczonym i chorym żądzom. Autor, sam zdeklarowany psychopata na tle seksualnym, pragnął w tym dziele zamknąć wszystkie możliwe rodzaje zboczeń erotycznych, o jakich tylko zamarzyć może zwyrodniała wyobraźnia.
Po przeczytaniu paru ustępów doznał Pomian uczucia niesmaku i znudzenia — ohydne sceny biesiad zamkowych z małymi odmiankami powtarzały się i kończyły mniej więcej w ten sam sposób... Braku inwencji artystycznej nie zdołał markiz nadrobić tupetem rozpustnika.
Chciał już odłożyć książkę, gdy przykuła jego uwagę pełna rozpasania i mocna w rysunku ilustracja końcowa. Pochylony nad świetną heliograwiurą i zagłębiony w studiowaniu wyszukanej pieszczoty, którą kobieta obdarzała siedzącego na krawędzi jej łóżka mężczyznę, nie zauważył, że Amelia przestała grać. Nagle uczuł na ramionach parę pieściwych rąk i czyjś gorący oddech na twarzy.
— Dobrze wykonane, nieprawdaż? — usłyszał ciche, namiętne pytanie.
— Bajecznie!
I nie mogąc opanować rozkiełzanej wrzątkiem krwi namiętności, przechylił wstecz głowę i ustami znalazł jej usta....
Niespodzianie drzwi od przedpokoju otworzyły się i weszła Justynka. Piękne czarne oczy subretki138 spoczęły na nich z wyrazem nietajonego gniewu.
— A! — wycedziła przez zaciśnięte zęby. — Przepraszam... Nie wiedziałam, że przeszkodzę...
Pomian osłupiał. Zuchwałość tej dziewczyny przechodziła wszelkie granice. Krew uderzyła mu do głowy i porwał się z miejsca. Lecz wstrzymał go gest Amelii.