Lecz po pierwszych uniesieniach Amelia zapragnęła zatrzymać dla siebie rolę kierowniczą i skupić w swym ręku wszystkie nici przewodnie stosunku. Tu jednak spotkała się z jego silną, zdecydowaną wolą.
Niespostrzeżenie rozpoczęła się cicha a zawzięta walka, która zogniskowała się niebawem w dwóch kierunkach; jedną osią konfliktu były jej kaprysy erotyczne, drugą wyraźna chęć odwrócenia kochanka od jego dotychczasowych celów i zadań życiowych i zamknięcia go w ciasnym kole seksualnych spraw i zainteresowań. Lecz ani tu, ani tam nie mogła poszczycić się żadnym sukcesem; Pomian był namiętny, ognisty jak płomień — ale też uparty i nieustępliwy jak stal. Ilekroć kochanka usiłowała przekroczyć zakreśloną przez niego barierę, zatrzymywała ją w półdrodze i osadzała na miejscu niewidzialna moc. Zwłaszcza drażniła ją nieustępliwość, jaką okazywał wobec pewnych jej zachcianek miłosnych. Wszelkie zakusy „edukacyjne” w tym kierunku spełzały stale na niczym. Erotyzm Pomiana, zdrowy i normalny, stawiał żywiołowy opór jej wybrykom, zwłaszcza że te obrażały jego męskość i godność ludzką. Amelia musiała zadowalać się niewinnymi surogatami, które jej symbolizowały „rzeczy większe”. Mimo całej namiętności, jaką miał dla niej, Pomian nie dał się ani razu zbrutalizować.
Nie zdołała go też odwieść od raz obranej drogi i skierować lotu ku przyziemnym wądołom. Ignorowanie jego twórczości i uporczywe przechodzenie do porządku dziennego nad jego sukcesami przyjmował z uśmiechem pobłażania. Nie kochali się przecież, tylko pożądali wzajemnie — cóż mu więc mogło zależeć na jej opinii i życzliwości? Mógł jej być tylko wdzięcznym za poczucie pełni życiowej, za wzmożenie tętna wewnętrznego, które wywołała w nim swą namiętnością. Czegóż więcej można było żądać od tej kobiety?
Niczego. Stanowczo niczego.
Nawet czasu nie zdołała mu zrabować, tego drogiego czasu, którego on, artysta, umiał tak genialnie używać. Mimo widocznych jej wysiłków w tej mierze osoba jej nie „wypełniła” mu sobą po brzegi „każdej chwilki”, każdej sekundy. Pozostał sobą i nie pozwolił na niebezpieczną osmozę: nie przesiąkło weń nic z jej pośledniejszej jaźni. Czuła to i bolało to dotkliwie jej kobiecą próżność. Z drugiej strony pociąg fizyczny do kochanka i niechęć do zawiązywania nowej znajomości wstrzymywały ją na razie od gwałtowniejszej reakcji. Lecz sytuacja zaostrzała się z tygodnia na tydzień i starcie stawało się nieuchronne. Aż w któryś z ostatnich dni sierpnia przyszło do wyładowania.
Pomian był dnia tego w wyśmienitym humorze. Jego ostatnią powieść przyjęła krytyka nader życzliwie i właśnie w numerze porannym jednej z gazet pojawiła się entuzjastyczna ocena jego utworu. Chociaż Amelia jako prenumeratorka „Przeglądu” recenzję niewątpliwie czytała, mimo to zachowała w tej sprawie dyskretne milczenie, ani słowem nie czyniąc żadnej w tym względzie aluzji. On też nie podzielił się z nią wesołą nowiną, skierowując rozmowę na zupełnie inne tory. Lecz wesołości swej i zadowolenia nie starał się bynajmniej ukrywać, co znów psuło widocznie humor kochance; parę razy wyczuł na sobie jej gniewne spojrzenie.
Mimo to koło godziny siódmej wieczorem niechęć pięknej pani ulotniła się i sama zaproponowała mu spędzenie kilku chwil w jej rozkosznej sypialni.
Jakby wynagradzając mu początkową oziębłość, roztoczyła Amelia przed nim tego wieczora całe nieprzebrane bogactwo swych ponęt. W pewnej chwili, gdy wśród oplotów jego nóg i ramion odbierała odeń po raz trzeci miłosną daninę, ciałem jej rozżarzonym od pożaru krwi zaczęły wstrząsać spazmatyczne dreszcze, a z piersi wydobyło się ciche, przejmujące łkanie. Płakała z rozkoszy...
Przytulił usta do jej łona i namiętnie wodził nimi po całym jej słodkim ciele...
Nagle, podniósłszy głowę z poduszek, ukąsiła go w ramię tak silnie, że nie zdołał powstrzymać okrzyku bólu. Lecz zaraz uśmiechnął się i tamując chusteczką strumień krwi, zapytał: