— Czy dziś jesteś ze mnie zadowolona, Mela?
— Niezupełnie — odpowiedziała, fascynując go spojrzeniem dziwnie błyszczących w tej chwili oczu.
I wydobywszy z puzderka na nocnym stoliku długą ostrą szpilkę z turmalinową główką, skierowała ją ostrzem ku jego udu.
Spochmurniał i cofając się od łóżka w głąb pokoju, rzekł stanowczo:
— Na to nigdy nie pozwolę. Musisz raz nareszcie zrozumieć, że nie jestem Justynką. W ogóle muszę cię raz przecież oduczyć tych dzikich i barbarzyńskich zachcianek.
Jak pod razem szpicruty zerwała się z łóżka i, piorunując go oczyma, wskazała mu drzwi.
— Justyna! — wyszedł z jej gardła zgłuszony wściekłością rozkaz — Justyna!
Na tle kotary oddzielającej sypialnię od sąsiedniego pokoju zarysowała się postać subretki.
— Jaśnie pani rozkaże?
Lecz naprężenie nerwowe wzięło górę. Amelia blada jak płótno, wstrząsana histerycznymi podrzutami upadła wstecz bez słowa, rozciągając się przepychem nagiego ciała w poprzek łóżka.