Podobała mu się. Sięgnął ręką po piersi, które począł pieszczotliwie gładzić. Nie broniła, milcząc.

— Jak ci na imię?

— Makryna.

— Piękne imię. Czy ten tam — to twój ojciec?

I wskazał ruchem ręki na zamkniętą komorę, w której zniknął przed chwilą starzec.

Dziewka uśmiechnęła się zagadkowo.

— Co za ten tam. Tam teraz nie ma nikogo.

— Et! Nie wykręcaj się. No — gospodarz, właściciel tej zagrody. Jesteś jego córką czy kochanicą?

— Ni jedno, ni drugie — roześmiała się szerokim, prostym śmiechem.

— Więc tylko dziewką służebną?