— Szczęsc Boże! — powitał go Pioch, zbliżając się z resztą towarzyszy. — Połów belny?
Odpowiedziało mu chmurne spojrzenie sąsiada.
— Do stu stolemów! — zaklął ponuro. — Sam czmyr97! Trzo beło wytrząchac ceze z tego plugastwo. Samo płoć marno, garnele i krewety.
— He, he, he! — szydziła Ota, obserwując całe pęki morszczyn uwikłane w niewód Kurra. — I kidzeny98 siła wyłowilisce z morza.
Ogarnął ją wściekłym rzutem oczu.
— A wos, stara, po kiego tu licha nadniosło? — zapytał opryskliwie. — Pomuchle odstraszać od botów?
— Nie strachujcie sę, somsiedzie! — odgryzła się jadowicie. — Nie przysionde se do woszej kwaczy.
— Ponu Jezusowi chwoła! Baba z botu, kweres99 z głowy.
I odwrócił się gniewnie do pasierbicy:
— A ty bez co dopiro teroz zeszło ku płaskoci? Trza beło wprzódzi przyśpiać i ceze na strąd se mnom ciągac.