— Niceście mi wprzódzi nie przykazali, tom i doma przyostało aż do godzine łowby — tłumaczyła się zmieszana.
Nie odpowiedział już nic, jeno chmurny jak noc zaczął spychać łódź z wywłoki.
— Przyprzy bot od bakortu100 — rzucił jej po chwili rozkaz.
Dziewczyna całym ciężarem ciała wsparła się o lewy bok łodzi. Widząc jej wysiłek, Józek przyszedł z pomocą i jednym pchnięciem ramienia zesunął statek po pochylni strądu. Zygma na podziękę spojrzał nań tylko ponuro i wycedził przez zęby:
— O woszom pomoc nie stoje; małe s niej lo mnie wcieszenie.
— Toteż nie wom kciołem pomóc, jeno Hecie — odparował tamten.
Zmierzyli się ostro spojrzeniami; stalowe błyski, wystrzeliwszy z zimnych ich, zawziętych oczu, spotkały się w drodze, zwarły ze sobą i spięły w uścisku nienawiści.
— Ojc! Bot już na fali; wsiodojcie se mnom! — ozwał się drżący głos Hedy.
— Józk, i noma czas na wode — wzywał syna zaniepokojony Pioch.
Mężczyźni, obrzuciwszy się raz jeszcze groźnymi miotami oczu, rozeszli się: Kurr wskoczył za pasierbicą do łodzi, Józk wraz z Otą i starym poszli na koniec szperku, by tu wsiąść do oczekującego ich kutra...