I w duszy siostry Agnieszki rozpętała się burza przerażenia i grozy. Nigdy jeszcze nie przejęła jej nawałnica tak bezgranicznym lękiem, jak w tę noc beznadziejnie czarną. Bo zdawało jej się, że przez rozkiełzanie żywiołów przemawia gniew boży, odzywa się piorunowy, nieubłagany, acz sprawiedliwy głos Jehowy. W jaskrawej wyrazistości zarysowała się jej wina. Ona — oblubienica Chrystusa, zakładniczka boża złamała umowę zawartą przed laty. Pocałunek wyciśnięty na jej wargach przez Janka skalał czystość niebiańskiego sojuszu, unieważnił pakt. Zatraciła się, zmalała do zera wartość jej zastawu. Bo czymże była ona, jeśli nie zastawem, poręką? Czyż nie gwarantowała sobą jego życia i zdrowia?

A dziś on przyszedł i świętokradczym pocałunkiem zerwał umowę z Bogiem, zniszczył dzieło jej życia, zniweczył z trudem wzniesioną twierdzę upewnienia.

Okropna myśl wśliznęła się do umęczonego mózgu i rozciągnęła ją na torturach. Broniła się przed nią ze wszystkich sił miłującego serca, odsuwała jak najdalej od siebie złowieszcze wnioski.

— Mnie, Panie, skarz za złamanie przymierza — błagała, obejmując uściskiem ramion stopy krzyża. — Na moją nieszczęsną głowę niech spadnie Twa ciężka, boża ręka! Bo ja tylko tu odpowiadam, ja: Twoja zakładniczka i sługa.

I tarzała się z bólu i trwogi, i przyciskała zbielałe usta do ociekających krwią, przekłutych gwoźdźmi Jego stóp.

Lecz burza szalała dalej z jednakową mocą. Coraz to nowe tabuny deneg wyprowadzało do ataku morze, coraz to wścieklej grały krzywuły orkanów. Jakby wszystkie potęgi piekieł wychynęły z otchłani i sprzysięgły się na noc tę dziką, zatraconą.


A podczas gdy w mrokach kaplicy wiła się w męce i przerażeniu siostra Agnieszka, w odległej, samotnej celi na skrzydle północnym klasztoru rozmawiała z Panem ksieni Anastazja. Przed odczuwającą najlżejsze drgnienia powierzonych sobie dusz matką nie ukryła się rozterka duchowa Agnieszki; spojrzeniem wewnętrznym mocnej, wyjątkowej jaźni ujrzała przepaść, nad którą błądziła wikaria. I zadrżała o nią i o klasztor. W poczuciu odpowiedzialności za tę duszę zbłąkaną i przyszłość klasztornej gminy postanowiła rzucić w poprzek drogi zła swój czyn duchowy i nie dopuścić do powtórnego na tym miejscu triumfu szatana.

I oto teraz we włosiennicy, zlana krwawym potem klęczała na deskach podłogi i modliła się ze wszystkich sił mężnego serca:

— Panie, ulituj się nad sługami Twymi i daj im doprowadzić do końca dzieło pokuty. Nie opuszczaj nas w chwili rozstrzygnienia, nie pozostawiaj samych na rozstajach dróg w błyskawicową noc gromów i grzechu. Nie dozwól, Panie, by w tym przybytku wzniesionym na Twą chwałę miał szatan po raz wtóry odnieść zwycięstwo. Pomnij, Panie, na wieloletnie cierpienia siostry Beaty i racz uwzględnić jej cichą, ni jedną skargą niezmąconą ofiarę. Czyż nie jest godna tego, by zaważyła na szali? Czy obecność jej w naszym domu należy przypisać tylko przypadkowi? Czyż nie powinna wpłynąć i na sprawę ekspiacji, której podjął się nasz klasztor? Wybacz, Panie, śmiałość słów moich i zuchwalstwo języka, lecz nie o mnie tu idzie; lękam się o zbawienie tych, które z rozkazu Twego wypadło mi przez czas pewien ku Tobie prowadzić: lękam się o przyszłość naszego zboru. Lecz nie moja niech będzie wola, tylko Twoja, Panie! Jeśli niezbadana mądrość Twoja uznała wysiłki nasze za niewystarczające i trud nasz za mały, ukarz mię pierwszą i usuń spośród nich jako niegodną urzędu, który tu sprawuję. Jeżeli życie moje potrzebne jest do zadośćuczynienia: zabierz je, Panie, zabierz natychmiast! Z radością odejdę ku Tobie...