Dziwny odwieczerz, jesiennej żądzy smęt...
Pocichły sioła, zgłuchły łany wsłuchane w krwi swej szept...
Wieczornej zorzy szał płony na starczy, karli ląg. W parną godzinę pożądań, w klątewną chwilę zapłodu, gdy słonko na zapad7 się chyli, skoralą grzebieńce pagórów...
Jałowy żar, wyrodny pęd, wszetecznych sparzeń chwila...
Cichajcie!... Cyt... cyt... cyt...
W prześcigłym sadzie pogwar wystałych, zległych drzew, pomiotem hardych, błogosławnych.
Stary, dobry sad — Błażeja Żwacza włość...
A w sadzie cicho. Po ścieżach liście się rozesłało zwiotszałą pościelą, zmarniały słoneczniki...
Tylko hań8 pod przełazem modrzeje wrotycz, hołubi się przytulia...
A w sadzie cicho... Liść jedno zżółkły spadnie, zaszeleści, zawinie się w kręgach i legnie...