— Czy nie mógłbym prosić szanownego pana o ogień?
Łuniński oderwał oczy od szyby i spojrzał uważnie na towarzysza podróży.
— Proszę — odparł po chwili, podając mu cygaro.
— Dziękuję i przepraszam za przerwanie toku rozmyślań.
Tamten uśmiechnął się blado i zmarszczył czoło, jakby coś sobie przypominając.
— Rzecz szczególna — odpowiedział z namysłem — mam wrażenie, żeśmy się już raz gdzieś w życiu widzieli.
Zabrzeski zdziwił się:
— Prawdziwie, nie mogę sobie przypomnieć.
— Hm... i moje wspomnienie jest mętne i jakby zatarte. Zdaje mi się, że niedawno ktoś do pana bardzo podobny w zupełnie ten sam sposób, i to w pociągu, „pożyczał” sobie ode mnie „ognia”. Sytuacja obecna wydaje mi się dosłownym powtórzeniem jakiejś innej, którą raz już przeżyłem, i to jakby niedawno.
Zabrzeski nie spuszczał zeń oczu.