Tamten uśmiechnął się:
— Damy sobie radę. Lecz ostrożność nie zawadzi. Na wszelki wypadek wziąłem z sobą broń. Może pan zechce przypatrzyć się bliżej temu bawidełku?
I wyciągnąwszy ze skórzanego olstra21 ślicznie inkrustowaną22 krócicę23, podał ją do oglądnięcia24.
— Przepyszna broń! — pochwalił ze szczerym uznaniem rywal, biorąc pistolet do ręki. — Co za robota! Co za wykończenie!
— Pamiątka rodzinna — objaśniał zadowolony z pochwał właściciel. — Rękojeść sięga podobno czasów wyprawy wiedeńskiej25, armaturę26 kazał później przerobić mój ojciec.
Zabrzeski okiem znawcy oglądał części składowe.
— Istne cacko! — unosił się w dalszym ciągu. — Co za bajeczne okładki27!
I z lubością przesuwał palce po gryfie28 z kości słoniowej, inkrustowanej perłową masą.
— Ostrożnie! — ostrzegł nagle Łuniński. — Nabity!
— Proszę być spokojnym — zapewnił tamten badając wylot. — Umiem obchodzić się z bronią. Pi, pi! Świetna cyzelatura29!