— On?! Ten solidny, wyzuty zupełnie z wyobraźni pan? Też przypuszczenie!

— Więc chyba dużo czytałaś? No, przyznaj się — nastawał wodząc ustami po jej cudnej szyi.

Ściągała niecierpliwie królewskie łuki brwi:

— Nudny jesteś dzisiaj, Kazik; sprawiasz czasem wrażenie pedanta. Czyż nie prościej przypuścić, że wszystko rozwinęło się u mnie samorzutnie w skwarze prawdziwej miłości?

Oplótł jej kibić ramieniem i szeptał:

— Stacha! Czy być może? Więc to ja, ja dopiero rozpętałem w tobie ten czarujący huragan, który przepala nam dusze i ciała w rozkosznej męce? Więc to dzięki mnie dopiero dojrzał w tobie ten dziwny, egzotyczny kwiat, którego wonią poję się aż do zatraty zmysłów? O jakżeś piękna, przyjaciółko moja, o jakżeś piękna!13

I tulił głowę do jej kolan w pokorze uwielbienia...

Mimo kilkakrotnych prób nie udało mu się nakłonić jej do ucieczki lub przynajmniej do zerwania z mężem.

— Czy chcesz pozbawić mnie uroku, jaki ma dla mnie właśnie ukradkowość naszego stosunku? — odpowiadała mu zawsze w takich razach. — Lubię hazard. Kto wie, czy zostawszy twoją żoną, nie przestałabym cię kochać?

— Jesteś straszliwie zepsuta, Stasiu — moralizował z uśmiechem Zabrzeski.