— Ktoś przeszedł korytarzem i zatrzymał się przed naszym coupé — szepnęła wskazując ruchem głowy oszklone drzwi, wiodące do przedziału.
— Zdawało ci się — uspokajał ją równie zniżonym głosem — a zresztą każdemu wolno zatrzymać się na korytarzu.
— Może nas podgląda?
— Daremny trud, drzwi są szczelnie zasłonięte.
— Muszę się przekonać, kto to taki.
I ostrożnie odsunąwszy rąbek firanki, wyjrzała przez szparę na korytarz. Lecz niemal w tejże chwili śmiertelnie blada cofnęła się od okna w głąb przedziału.
— Co tobie, Stasiu?
Nie odpowiadała czas dłuższy, utkwiwszy przerażone oczy w drzwi. W końcu, tuląc się drżąca do jego piersi, wyszeptała:
— Henek stoi w korytarzu.
— To niemożliwe; sam widziałem, jak w momencie odjazdu z Czerska mąż twój wchodził do biura stacyjnego. Śledziłem dobrze jego ruchy; gdyby był wskoczył w ostatniej chwili do pociągu, byłbym to niewątpliwie zauważył. Przywidziało ci się, Stacha.