Wierusz zamyślił się. Po twarzy jego pociągłej, o ostrym, surowym profilu, przemknął cień wahania — rzadki u tego człowieka ze stali moment wewnętrznej rozterki. Lecz przemógł się szybko i patrząc mi w oczy ze zwykłym u siebie półsmutnym uśmiechem, rzekł:
— Znam tylko jeden sposób, który może naprowadzić nas na trop Jastronia: muszę użyć eksterioryzacji.
— Termin dla mnie niezupełnie jasny.
— Zrozumiesz w toku akcji. Lecz przede wszystkim postawię ci jeden zasadniczy warunek.
— Z góry obiecuję spełnić wszystko co do joty.
— Musisz sam rozmówić się z Jastroniem.
— Ależ owszem; proszę o to. Bylem go tylko odnalazł.
— Drogę wskaże ci przewodnik.
— Przewodnik? Kto nim będzie?
— Wędrowiec-pustelnik.