— Gdzie mam go szukać?
Andrzej uśmiechnął się:
— Przyjdzie tu sam; poznasz go od razu. Za nim pójdziesz.
— A ty?
Na ustach Wierusza przewinął się ponownie szczególny uśmiech:
— Ja pozostanę tutaj; będę oczekiwał twego powrotu tu w tym fotelu! Umieścisz mnie w nim, gdy zasnę.
— Dobrze. Czy mam cię zamknąć na klucz?
— Będzie to nawet rzeczą wskazaną. Mam dwa od drzwi na korytarz; jeden zostanie przy mnie, drugi weźmiesz z sobą.
— Kiedy?
— Zaraz. Tu masz klucz. Przyćmij lampę!... Tak! A teraz proszę cię, nie mów nic do mnie; potrzebuję bezwzględnego spokoju.