— Ona musi mieć u siebie coś, co należało dawniej do Halszki: jakiś przedmiot, może wstążkę do włosów, może coś z ubrania. Musisz to jej stanowczo odebrać, rozumiesz? Odebrać i oddać natychmiast w moje ręce.
Nagle przypomniałem sobie woskową kukłę. Dziwna myśl przemknęła przez głowę.
— Zdaje mi się, że ta figurka może ci się na coś przydać.
Wydobywszy z kieszeni lalkę, podałem ją Andrzejowi:
— Znalazłam to u niej na kominku pośród cacek buduarowych172. Włosy tej kukły należą niewątpliwie do Halszki: jest to ten sam jasny, bezcenny pukiel, który zgubiłem wtedy, w noc sabatową. Pamiętasz?
— Pamiętam — odparł, biorąc skwapliwie do ręki woskowy odlew. — Pamiętam — powtórzył ciszej, oglądając figurkę starannie ze wszystkich stron. — Mówiłeś mi o tym swego czasu; już wtedy zrodziło się we mnie podejrzenie, że owa „zguba” nie jest czymś przypadkowym.
Umieścił sobie kukłę na dłoni i zapytał, uśmiechając się zagadkowo:
— Czy wiesz, kogo ta figurka ma wyobrażać?
— Nie.
— Twoją narzeczoną.