— U siebie w domu. Pana Wierusza nie znam.

— Kto mnie tutaj przyniósł? Czy od dawna tu leżę?

— Powoli, powoli. Proszę leżeć cicho i nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Przebył pan szczęśliwie nader poważną chorobę; wszelkie wzruszenia mogłyby panu zaszkodzić.

— Którego mamy dzisiaj? — rzuciłem okrążające pytanie.

— 26 lipca.

Policzyłem dni i zrobiło mi się nieswojo.

— Więc aż cały miesiąc leżałem w malignie?

— Mniejsza o to, od kiedy i jak długo; dzięki Bogu, niebezpieczeństwo minęło.

— Co to było? Chyba zapalenie mózgu? Co?!

— Panie Jerzy — odpowiedział wymijająco lekarz — co zależy na rodzaju choroby? Nomenklatura obojętna. Przeszło, minęło — myślmy o chwili obecnej. Jak się pan czuje?