— Nazywają to astralnym condominium52... Nie jestem już wyłącznym panem tego domu; muszę się wbrew mej woli dzielić swą władzą z tą kobietą. Czuję, że walka będzie ciężką, lecz mam nadzieję, że mimo wszystko, mimo twej słabości, Jerzy, zwyciężę.
Pochyliłem głowę przygnębiony, w poczuciu swej winy. Chociaż słowa przyjaciela były dla mnie ciemne i niejasne, rozumiałem dobrze to jedno, że przeze mnie wplątał się w wir sił sobie wrogich. Usiadłem i mechanicznie obracałem w palcach jakiś przedmiot leżący na stole. Po chwili spostrzegłem, że trzymam w ręku tę samą popielniczkę, którą widziałem przed paru minutami w pokoju Kamy. Zauważywszy na spodzie niedopałek cygara, wyjąłem go i przekonałem się, że na banderoli z marką ochronną w kształcie żółwia był napis: Tortuga. Były to zatem te same liście, które dopiero co wypaliłem tam „na górze”.
— Czy i ty zacząłeś palić „tortuga”? — zapytałem z niedowierzaniem.
Wierusz potrząsnął przecząco głową:
— Skądże znowu? Przecież wiesz, że w ogóle nie palę.
— W takim razie wytłumacz mi, skąd się wziął u ciebie ten niedopałek?
— To szczątek twego cygara.
— Tak by wyglądało, lecz to sprawy nie wyjaśnia. Tu go przecież nie wypaliłem.
— Czy tylko ten szczegół powtarza ci się w tym pokoju?
— No, nie. Prócz popielniczki i cygara był ten sam stół i identyczne obicia ścian.