— O piątej widziałem cię w korynckim krużganku. Wychodziłeś z domu.
— Tak — o tej godzinie wyszedłem z domu mego ciała... W korynckim krużganku... powiedziałeś? — powtórzył, prostując się nagle z ożywieniem.
— Tak — tu, w twoim domu na dole. A potem poszedłem schodami na piętro.
Patrzył mi przenikliwie w oczy i wyczytał resztę.
— Źle się stało — szepnął powstając. — Bardzo, bardzo źle... Tak, tak — skorzystano ze sposobności. Widzisz — tłumaczył, zatrzymując się przede mną. — Wyzyskano moment, w którym opuściłem na chwilę fizyczny plan. W innych warunkach nigdy nie byłbym do tego dopuścił, bo wola moja silniejszą jest, gdy oparta o ciało fizyczne, niż w czasie eksterioryzacji50. W każdym razie pocieszającym objawem jest to, że użyto podstępu. Widocznie nie czuje się na siłach do otwartej walki ze mną.
Odstąpił parę kroków w głąb pokoju i stanąwszy pod kapą swego olbrzymiego pieca do destylacji alchemicznych, zwanego Athanorem, rzekł mocno:
— Z dwu magów o jednakowym astralnym rozwoju zwycięża w walce ten, który rozporządza silniejszym systemem nerwowym w fizycznej płaszczyźnie.
— Czy uważasz, że ona posiada zdolności nadprzyrodzone?
— Magiczne; i to w wysokim stopniu rozwinięte. Lecz, niestety, używa sił przez siebie zdobytych do celów błahych i pospolitych; dlatego nie będzie nigdy prawdziwą adeptką. Mimo to może być groźną nawet dla wtajemniczonego w wyższe stopnie nauki tajemnej. Przez moją nieostrożność i brak czujności mimo woli wszedłem częściowo w sferę jej wpływów. Dom mój, przynajmniej na czas jakiś, został przepojony trującą aurą, która od niej płynie. Czy wiesz, jak mahatmowie51 nazywają podobny stan?
— Skądże mam wiedzieć? Nie mam najmniejszego pojęcia o tych rzeczach.