— Ano tak, bo ja sam nie wiem, dlaczego nie przebiłem go od razu „majchrem”.
— Może coś pana w ostatniej chwili od tego powstrzymało?
Rozbań zamyślił się.
— Powstrzymać — odpowiedział po chwili — nie powstrzymało, ale coś mi jakby szepnęło na ucho, że przyjemniej będzie go udusić.
Maternie błysnęły dziwnie oczy:
— Przyjemniej, powiadasz? Tak, tak — przyjemniej czuć pod palcami wijące się w śmiertelnym strachu ciało wroga, nasycać się widokiem jego męki.
Rozbań przybliżył twarz ku twarzy gościa i związał oczy z jego oczyma.
— Skąd pan wiesz o tym wszystkim? — zapytał. — Ki diabeł panu to o mnie powiedział?
— Tak było, nieprawdaż? — dopytywał się natarczywie Materna.
Rozbań cofnął się, zimny już i spokojny.