— Któż by odmówił, gdy zapraszają tak piękne usta, a dzień tak skwarny? — odpowiedział dwornie w imieniu towarzyszy Atahualpa i wyciągnął kubek ku Itobi. — Nalej mi, a szczerze, cudna dziewczyno!

Itobi spłonęła jak kwiat waratahu i z malowanego w liście palmowe dzbana wsączyła mu do czarki płyn gęsty, wonny i słodki.

Tymczasem król i Huanako zabawiali się rozmową z kapłanką. Rumi była w tej okolicy po raz pierwszy i okazała chęć zwiedzenia Pola Duchów.

Stanowiło ono część środkową terytorium zajmowanego przed wiekami przez jakiś nie znany bliżej szczep, który praojcowie Itonganów wytrzebili do nogi. Przestrzeni zamieszkiwanych przez nieszczęśliwy klan nie śmieli zająć zwycięzcy z obawy przed duchami wytępionych, które uporczywie krążyły po okolicy, tułając się pomiędzy szczątkami zamarłej przeszłości. Jedynym śladem, który po nich pozostał, były resztki jakichś budowli i czterdzieści przeszło wykutych z bazaltu menhirów, rozmieszczonych na wzgórzu. To wzgórze, zwane Polem Duchów, poszli obejrzeć Rumi, Itobi i ich goście.

Przestrzeń zaludniona posągami wstępowała łagodnie ku górze kształtem rozległej kopuły, porosłej niską, jasnozieloną trawą. Na tle tego naturalnego kobierca dziwnie rysowały się potężne kamienne profile i twarze zewsząd spoglądające na obcych natrętów. Biła od tych czół wąskich z parą upartych, tępo w dal wlepionych oczu, od warg wydatnych, silnie ku przodowi wysuniętych, od owali pociągłych, z anormalnie długimi i lekko zadartymi nosami o szerokich nozdrzach, potężna, nieubłagana statyka wieków.

Nawet zwykle jowialny Peterson chodził między tymi olbrzymami skupiony, poważny i małomówny. Raz tylko u stóp jednego z menhirów, czterokrotnie przewyższającego go wysokością, zauważył po angielsku:

— Wiesz, John, te potwory z kamienia zapatrzone w przestrzeń sprawiają wrażenie niesamowite. Nie miałbym wielkiej ochoty znaleźć się tu sam w ich towarzystwie przy blasku księżyca.

— Ani ja — przyznał mu rację Gniewosz. — Niektóre z nich mają swoisty wyraz. Można by go określić jako kamienną konieczność. Te twarze, które wychylają się ku nam z perspektywy milionów lat, mają w swym spojrzeniu ich lapidarną powagę. Lecz co powiedziałbyś, Will, gdybym zaryzykował twierdzenie, że to spojrzenie menhirów urobiły w nich wieki?

— Urobiły, tzn. że dawniej spoglądały inaczej — czy to chciałeś powiedzieć?

— Tak, to właśnie.