Obaj lekarze lekko unieśli z krzesła półprzytomnego Janka i przy pomocy pani Krystyny, podtrzymującej mu głowę, złożyli go na szezlongu w przyległej sypialni.
Przestraszeni nieprzewidzianym zajściem goście cichaczem usunęli się. Tymczasem Gniewosz odzyskał przytomność.
— Jak się czujesz? — badał go opiekun. — Nic nie boli?
— Trochę tylko prawa ręka w przegubie — skarżył się Gniewosz, dźwigając się z posłania.
— No, no, tylko nie tak żwawo, mój kochany! Popatrz, Tadek, jak wygląda nadwyrężenie ciała fizycznego wskutek utraty pewnego quantum19 teleplazmy.
Przysłucki pochylił się nad ręką chorego i pilnie przypatrywał się miejscu wskazanemu przez kolegę.
— Istotnie, ubytek musi być znaczny. Wygląda na redukcję kilku kolonii komórek.
Będziński poklepał Gniewosza po ramieniu.
— Wyliżemy się z tego za parę dni. Przypuszczałem, że będzie znacznie gorzej. Na przyszłość będę ostrożniejszy w wyborze uczestników posiedzeń i w stosowaniu środków ochronnych.
Spojrzał na zegarek.