— Czas na mnie najwyższy. Za kwadrans mam odczyt. Tadek, bądź łaskaw zająć się tymczasem Jankiem aż do jutra rano. Ewentualnie przewieź go autem do naszego zakładu.
— Przepraszam łaskawą panią za nieudały seans i tyle kłopotu — zwrócił się na pożegnanie do pani domu. — Lecz nie nasza w tym wina. Chcieliśmy jak najlepiej.
Pani Śląska podała mu rękę z uśmiechem na rozpogodzonej twarzy.
— Ależ, doktorze, na co te usprawiedliwienia? Więc rzeczywiście nic niebezpiecznego?
— Jestem o niego najzupełniej spokojny. Najdalej za osiem dni odbywamy powtórny seans w domu łaskawej pani.
Pocałował ją w rękę.
— Adieu, moi panowie! Do widzenia, do jutra!
Zostali we trójkę. Gniewosz zupełnie już przezwyciężył osłabienie i wodził oczyma za inżynierową. Przysłucki zaczął naglić do powrotu.
— Czy szanowna pani nie mogłaby posłać służącej po auto dla nas?
Pani Krystyna zaprzeczyła gestem.